Czy warto iść do technikum hodowli koni?

Co pewien czas dostaję na Facebooku wiadomości od niezdecydowanych gimnazjalistów, czy warto iść do technikum hodowli koni, czy jednak postawić na liceum. W takich momentach ciężko mi powiedzieć jednoznacznie tak lub nie, ponieważ jest to zdecydowanie bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje. Dzisiaj cofnę się kilka lat wstecz i powspominam stare czasy, by nakreślić Wam, jak to wygląda z „hodowlanką”, jej plusami oraz minusami. A co postanowicie po lekturze, to już Wasza indywidualna decyzja.

1890536_697091786978338_244630965_o Po treningu – archiwum prywatne.

Jak zostałam hodowcą koni

O hodowli koni w Piasecznie pod Warszawą dowiedziałam się przypadkiem, przeglądając kiedyś z nudów rankingi szkół średnich. Nigdy wcześniej nie słyszałam o takich kierunkach, a że byłam (i nadal jestem) po uszy zakochana w koniach, zdecydowałam się na hodowlankę z Piaseczna. Można powiedzieć, że straciłam wtedy zdrowy rozsądek i nie zwracałam uwagi na delikatne sugestie rodziców, by jednak pójść do liceum sportowego, które kończyła moja siostra kilka lat wcześniej. Pojechałam z mamą na dzień otwarty, popatrzyłam na okolicę i postanowiłam zaryzykować. Moi rodzice w kwestii doboru szkoły średniej dali mi wolną rękę – chyba się poddali i w końcu zrozumieli, że w moim życiu konie to nie przelewki i chwilowa fascynacja, a faktyczny sens życia.

Zdałam dokumenty, dostałam się i tak rozpoczęłam czteroletnią przygodę poza miastem. Z reguły takie szkoły są w pobliżu większych aglomeracji miejskich, ale jest też możliwość zamieszkania w internacie. Moja mama podjęła decyzję, że będę codziennie dojeżdżać do szkoły niż tam mieszkać i w sumie do tej pory dziękuję jej za tę decyzję – w internacie często dzieją się… różne rzeczy.

Ja dojeżdżałam codziennie z centrum Warszawy, więc zajmowało mi to jakąś godzinę. Musiałam wstawać o 6 rano, a wracałam koło 16, czasami 17 (w późniejszych latach czasami zdarzało mi się nawet koło 19, ale było to podyktowane treningami z koniem, którego miałam pod opieką). Oczywiście przestrzegałam tego tylko w 1 klasie, później spóźnianie się na pierwszą lekcję stało się normą i nikt już na to nie zwracał uwagi. No, może pani matematyczka się do tego przyczepiała, jednak zawsze starałam się mówić, że zasypało metro śniegiem albo biedne zabłądziło w tunelu.

Tyle z ogólnych informacji o trudnościach z zakwaterowaniem i dojazdami, przejdźmy może do najbardziej nurtującej Was rzeczy – koni.

1402371_662878930399624_1062410958_o Nauka poprzez zabawę – dzięki inicjatywie UE grupa uczniów mogła na terenie szkoły założyć firmę i pod opieką nauczyciela prowadzącego zobaczyć, jak to jest pracować w teamie. Nasze Smart Art miało mnóstwo wspaniałych rzeczy typu handmade – pisanki i bombki sprzedawały się jak lody. (archiwum prywatne)

Konie w technikum

Szkoła z reguły posiada własną stajnię; z tego, co wiem, jedna lub dwie w Polsce mają zaprzyjaźnione stajnie w okolicy. Nasza nie była duża, nie mieliśmy hali, ale za to wielki piaszczysty plac i kilka trawiastych padoków. Mieliśmy do dyspozycji oprócz koni wierzchowych dwa ślązaki do bryczki lub maratonówki, a także młode konie, które potrzebowały wdrożenia do pracy.

Nie myślcie sobie, że od początku jest kolorowo – ja koni nie widziałam w ogóle na oczy przez cały pierwszy rok nauki! Tylko RAZ udało nam się namówić panią od praktyk, by zaprowadziła nas do stajni i widzieliśmy je przez 5 minut.

Później jest już lepiej – wchodzą jazdy konne (do tej pory było 21-25 godzin do wyjeżdżenia rocznie), więc widzisz konie nieco częściej, jeżeli masz szczęście, trafi Ci się pod opiekę młodziak potrzebujący treningów. Ja dostałam zupełnie przypadkiem Zarę – młodą kasztanowatą klacz. 4 klasa powoli odchodziła, a trzy młode, które wtedy mieliśmy, potrzebowały kontynuowania nauk. Jako że chciałam mieć kontakt ze zwierzętami, zgłosiłam się. Nie miałam nic do stracenia, najwyżej zrezygnowałabym, gdybym sobie nie poradziła.

Nie wiem, czy w każdym technikum trafi Wam się koń, którym będziecie się mogli opiekować i trenować z nim indywidualnie, ale czasami się tak zdarza. Ja miałam właśnie to szczęście.

643936_533463870001601_98857521_n Szkoła i jej konie uczestniczą w wielu imprezach na terenie miasta, do którego należą – tutaj z okazji Dnia Niepodległości przygotowaliśmy pokaz wraz z kadrylem. (archiwum prywatne)

Praktyki

W czasie czterech lat nauki odbywacie szereg praktyk, które mają Was przygotować do pracy w zawodzie (choć jeżeli już wcześniej spędzaliście całe dnie w stajni, takie rzeczy raczej nie powinny na Was zrobić większego wrażenia).

Praktyki zaczynają się w drugiej klasie i można je podzielić na dwie grupy:

  • Wewnętrzne szkolne;
  • Zewnętrzne w ośrodkach jeździeckich w Polsce.

Wewnętrzne szkolne to tygodniowe praktyki w stajni, podczas których zajmujemy się końmi według harmonogramu, ewentualnie dostajemy dodatkowe zadania, które trzeba wykonać w konkretnym dniu lub okresie (trochę inaczej będzie wyglądać to na wiosnę, a nieco inaczej w zimie). Z dobrych wiadomości – możecie wtedy odpocząć od szkoły i nauki. Zła – musicie potem szybko nadrobić sprawdziany, które Was wtedy ominęły, więc czasami macie w tygodniu po praktykach pięć sprawdzianów.

Do tego dochodzą praktyki wakacyjne, które niczym się nie różnią od tych w czasie roku szkolnego, tyle tylko że musicie spędzić tydzień lub dwa w szkole, podczas gdy Wasi znajomi są w tym czasie na Majorce albo na Hawajach. Jeżeli dobrze pamiętam, rekompensują to wam w czasie roku szkolnego.

Praktyki zewnętrzne są w drugiej oraz trzeciej klasie i trwają odpowiednio dwa oraz trzy tygodnie. Z reguły to Wy wybieracie, gdzie chcecie je odbyć, jednak od razu chcę Wam doradzić – nie wybierajcie stajni, w której jeździcie na co dzień. Praktyki mają Wam pomóc zdobyć doświadczenie, nauczyć nowych rzeczy, poznać innych ludzi z branży, poszerzyć znajomości. Co Wam z siedzenia dwa tygodnie w znanych kątach, skoro możecie trafić do najlepszego klubu sportowego ujeżdżenia w Polsce albo pojechać szkolić się do powożących startujących w międzynarodowych zawodach?

Ja w 3 klasie powiedziałam do pani dyrektor praktyk, że chcę trafić do miejsca, gdzie nauka stawia na ujeżdżenie – skoki kompletnie mnie nie interesują, kocham dresaż i tę wiedzę chcę ciągle poszerzać. I dzięki tej decyzji trafiłam do KS Centurion, gdzie już pierwszego dnia zdobyłam pięć razy więcej wiedzy niż przez dobre kilka lat jeżdżenia po okolicznych stajniach. Doszło nawet do tego, że skończyłam praktyki i zostałam w ośrodku, by dalej trenować i poszerzać wiedzę. Do dzisiaj jestem ogromnie wdzięczna za wszystko to, czego się tam nauczyłam i każdy mój powrót do Centuriona to jak wracanie do domu. Tam czułam się sobą, mogłam podpatrywać najlepszych zawodników w Polsce, uczestniczyć w klinikach z zagranicznymi trenerami, opiekowałam się końmi na każdym etapie treningu i co najważniejsze – poznałam ludzi ze światka jeździeckiego, co mi niesamowicie pomogło później.

Nic bym nie skorzystała, gdybym wybrała znajomą stajnię i właśnie o to w tym chodzi – by jeździć po Polsce, poznawać nowych ludzi, a zobaczycie – kiedyś takie decyzje zwrócą Wam się po stokroć.

1957794_710046529016197_1430841860_o Trening na jednym z ujeżdżeniowych koni podczas praktyk pod okiem Dominiki Kraśko-Białek w KS Centurion. (archiwum prywatne)

Nauka w technikum

Teraz kilka słów o samej nauce, bo w technikum nie mamy samych przyjemności, ale także obowiązki. Oprócz podstawowych lekcji z polskiego, matematyki, angielskiego i innych, których doświadczylibyście w zwykłym liceum, macie także pokaźną pulę lekcji związanych stricte z waszym kierunkiem. Mamy produkcję zwierzęcą, produkcję roślinną, hodowlę koni, mechanizację rolnictwa i inne, których skomplikowane nazwy zdążyłam już zapomnieć. Musicie nastawić się na to, że będzie wam nieco trudniej niż licealnym kolegom, bo oni przejmują się jedynie sprawdzianem z polskiego i kartkówką z matematyki, a wy musicie dorzucić do tego jeszcze sprawdzian z układu kostnego krowy, odpowiedź ustną z ekonomiki rolnictwa oraz kartkówkę z marketingu. Nie mówię, że nie jest niemożliwe nauczyć się na to wszystko, ale nie będzie tak kolorowo, jak każdy sądzi.

Uczycie się rok dłużej, ale też rok dłużej przygotowujecie się do matury oraz egzaminu zawodowego. Nie myślcie sobie jednak, że możecie zaprzestać na tym naukę – to nie jest przyszłościowy kierunek, więc nawet jeśli zdobędziecie tytuł, warto szkolić się dalej. Niekoniecznie na studiach, ponieważ te oferują wiedzę bardzo podobną do tej, którą już posiedliście, ale szkolenia, kursy, czy seminaria. To ciągle rozrastający się rynek w światku jeździeckim, ale już teraz możecie przebierać w ofertach klinik, seminariów, kursów z różnych dziedzin jeździectwa oraz opieki nad koniem, więc zastanówcie się, czy takie rozwiązanie nie byłoby dla was i waszej przyszłości lepsze.

1399254_643603282327189_811861415_o Jako czwartoklasiści musieliśmy zorganizować Hubertusa – przygotowałam wraz z koleżanką pokaz Ujeżdżenie vs western, który został bardzo ciepło przyjęty przez publiczność. (archiwum prywatne)

Nurtujące pytania

Ten post powstał niedługo po tym, jak dostałam masę pytań od jednej z osób zainteresowanych uczeniem się w technikum hodowli koni. Lista będzie stale uzupełniania o te, które dostanę w późniejszym czasie, dlatego jeśli nie udało Ci się uzyskać wystarczającej odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie, pisz pod tym postem lub na maila (kontakt@izzynatropie.pl), a z pewnością dołączę je do listy i odpowiem na tyle wyczerpująco, na ile będzie mi pozwalać wiedza na ten temat.

Czy trudno jest się dostać?

Nie, w zasadzie bardzo łatwo. Teoretycznie technika także posiadają system punktacji decydujący o tym, czy ktoś się dostał, czy nie, ale z własnego doświadczenia wiem, że przyjmują wszystkich. Znacznie trudniej mają bardzo mocno oblegane kierunki technikum weterynarii – tutaj faktycznie liczą się punkty lub kolejność zgłoszeń.

Czy technikum dobrze przygotowuje do matury?

To wszystko zależy tylko i wyłącznie od ciebie, twoich chęci oraz nauczycieli, którzy cię uczą. Ja miałam ten problem, że nigdy nie umiałam matematyki (z pewnymi wyjątkami, niektóre tematy były całkiem przyjemne), więc nawet najwspanialszy nauczyciel plus dodatkowe korki ledwo zdołały przygotować mnie do zdania tego i cudem się prześlizgnęłam. Z kolei polski i angielski był dla mnie prawdziwą przyjemnością, bo od zawsze interesowałam się pisarstwem, starałam się słuchać na lekcjach polskiego, zwłaszcza że miałam naprawdę świetną polonistkę (dzięki jej lekcjom do dzisiaj pamiętam bardzo dużo z epok literackich). Zaś z angielskim miałam o tyle łatwiej, że dużo oglądałam filmów i seriali po angielsku z polskimi napisami, więc było mi prościej. Dlatego to nie od technikum zależy, ale od ciebie, twojego zaangażowania oraz nauczycieli. Bez tego nawet najprostsza matura wyda się dla ciebie istną drogą przez mękę.

Czy ciężko jest się po tym kierunku dostać na studia weterynaryjne?

Na pewno ciężej niż po kierunku technika weterynarii, ale nie jest to niemożliwe. Trzeba jednak pamiętać, że mamy o tyle głupio skonstruowany system, że cholerną religię będziecie mieć do 4 klasy po dwie godziny tygodniowo, zaś biologia i chemia skończy się Wam już po drugim roku i dalej musicie uczyć się na własną rękę (fizyka do tej pory była do 3 klasy, ale jak jest teraz, nie jestem pewna). W dodatku macie bardzo mało godzin, więc jeśli myślicie na poważnie o weterynarii, musicie przygotować się na bardzo dużo dodatkowej nauki.

Czy są zajęcia z klasyfikacji zwierząt do uboju i czy trzeba brać w nich udział?

Z tego, co pamiętam, są tego typu zajęcia i tak, trzeba w nich brać udział, bo jest to podstawa programowa. Jednak zanim zapowietrzycie się z oburzenia, pragnę dodać, że nie będziecie oglądać drastycznych ujęć z rzeźni, wycieczki do takowej także nie będziecie mieć – w ogóle ten temat pamiętam bardzo mgliście i nieco po łebkach. Swoje podręczniki z produkcji zwierzęcej zdążyłam już sprzedać, ale pamiętam, że z tych  rzeźnych tematów to jest tylko podział krów ze względu na użytkowość (dla ciekawskich, mamy krowy mleczne, mięsne, mleczno-mięsne oraz mięsno-mleczne), a także podział świnki na konkretne części. Żadnych drastycznych szczegółów, same suche fakty, które trochę spływają po człowieku jak woda po kaczce. Uwierzcie mi, to nic strasznego, o wiele więcej będziecie mieć z budowy i hodowli, więc tak małym aspektem nauki raczej nie powinniście się przejmować. Dlatego nie wyobrażajcie sobie nie wiadomo czego – jeżeli chcecie iść na weterynarię, musicie się pogodzić z tym, że prędzej czy później ten temat będzie poruszony.

Czy trzeba się dużo uczyć?

Po części odpowiedziałam na to pytanie w dziale z nauką, ale odpowiem jeszcze raz tutaj – raczej tak. Bo oprócz zwykłych przedmiotów masz zajęcia kierunkowe, które też wymagają od nas opanowania pewnej wiedzy. Ale nie jest tak, że będziecie zakuwać do nocy, da się to opanować i nie zgłupieć do reszty. Ja dawałam radę pisać to wszystko, trenować z koniem, potem godzinę wracać do domu i zdążałam jeszcze obejrzeć odcinek serialu lub film, więc niech wyobraźnia nie podpowiada Wam czarnych scenariuszy.

Czy polecam tę szkołę?

Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Ja widzę w niej dużo wad i zalet, więc ostatecznie wychodzi na zero. Zróbcie rachunek sumienia i podejmijcie decyzję – w życiu dorosłym będziecie musieli podejmować wiele takich, a nawet trudniejszych, więc nie mogę Wam w tym pomóc.

Liceum o profilu biol-chem czy technikum? Po czym będzie łatwiej dostać się na SGGW?

Po raz kolejny – musicie sami podjąć taką decyzję. Albo przez trzy lata ostro uczycie się biologii oraz chemii, albo przez cztery lata uczycie się wszystkiego i dodatkowo jeszcze znajdujecie czas na korepetycje z biologii i chemii. Technikum nie zapewni Wam takiej wiedzy, jaką potrzebujecie, by dostać się na kierunek weterynarii. Może lepiej pójść na technika weterynarii niż na hodowlę koni?

Kompletnie nie orientuję się w temacie SGGW, bo nigdy nie ciągnęło mnie do kierunków stricte zwierzęcych (całą swoją wiedzę zdobywam od innych, z doświadczenia lub kursów; są fajniejsze kierunki do studiowania, przynajmniej dla mnie), ale to ciężkie kierunki, które wymagają konkretnej wiedzy. Czy technikum Wam to zapewni? Zależy, jaki kierunek i czy chcecie najpierw siedzieć w szkole 4 lata, a potem kolejne 6 lat na naprawdę wyczerpujących studiach. To Wasze życie i nie mogę podejmować za Was takich decyzji, mogę jedynie podpowiedzieć i nakierować myślenie na drogę. A czego się podejmiecie, to już od Was zależy.

620829_479678248719694_1439382200_o Moja ostoja, wsparcie i zaufanie – Zara. (archiwum prywatne)

Technikum hodowli koni w Polsce

W ciągu wielu lat szkoły powstawały w różnych miejscach w Polsce i dzisiaj naukę na kierunku hodowli koni można zacząć praktycznie w każdym zakątku naszego państwa. Poniżej podrzucam listę wraz z województwami, a także linkami do stron, gdzie będziecie mogli przejrzeć oferty.

Dolnośląskie

Kujawsko-pomorskie

Lubelskie

Lubuskie

BRAK

Łódzkie

Małopolskie

Mazowieckie

Opolskie

Podkarpackie

Podlaskie

Pomorskie

Śląskie

Świętokrzyskie

BRAK

Warmińsko-mazurskie

BRAK

Wielkopolskie

Zachodniopomorskie

10151851_718521778168672_56542166_n Autorką tego cudownego zdjęcia jest Klaudia Żyżylewska.

Teraz już wszystko zależy od ciebie. Chcesz poświęcić cztery lata na naukę szeroko pojętej hodowli koni? A może jednak wolisz to odłożyć na studia? Pamiętaj, że to ważna decyzja, jedna z wielu trudnych, które przyjdzie ci podejmować w życiu dorosłym, dlatego przemyśl ją dokładnie i rozpocznij nową szaloną przygodę! Czy warto było, czy nie – czas pokaże, a już teraz życzę ci powodzenia na teście gimnazjalnym, pamiętaj jednak, że to nie jest najważniejszy test w twoim życiu. Na większe trudności przyjdzie jeszcze pora, a tymczasem – do napisania!

Zdjęcie otwierające artykuł pochodzi z mojego archiwum prywatnego.

Są wśród nas osoby chodzące do technikum hodowli koni lub już zakończyły naukę na tym kierunku? Podzielcie się swoimi wrażeniami, by młodsi koledzy i koleżanki mieli większy pogląd na te szkoły!