Moje pierwsze warsztaty fotograficzne za mną!

Naturalnym krokiem w rozwoju jako fotograf – czy w ogóle jako artysta – jest stawianie przed sobą nowych wyzwań. Kolejny projekt, współpraca z osobą, którą podziwiamy, założenie bloga lub kanału na YouTube, a także… pierwsze warsztaty fotograficzne jako organizator. Bardzo długo odkładałam to w czasie, nie czułam się na tyle pewnie, a jednak wyszłam ze swojej strefy komfortu i postawiłam wszystko na jedną kartę.

Przestałam planować, przestałam rozważać, przestałam się zastanawiać – idąc za radą Krzysztofa Gonciarza z jego, według mnie, najlepszego filmu – zrobiłam krok pierwszy i po prosu zaczęłam to robić.

Lekcja życia – warsztaty fotograficzne

Nie da się zorganizować warsztatów doskonałych, toteż nie dążyłam w takim kierunku. Chciałam jednak się wyróżnić, chciałam pokazać, że warsztaty to żadne widzimisię, a naturalny proces rozwoju jako fotograf i bloger. Jak zawsze udało mi się wszystko połączyć w jedno – znalazłam miejsce, które pobudza ludzi do pracy nad własnymi kadrami, idealnych zwierzęcych modeli, a także ośrodek, który będzie w stanie podjąć grupę fotografów żądnych nowej wiedzy. Przekazałam tam wiedzę nie tylko od strony fotograficznej, ale też mocno blogerskiej, jak promocja w Social media i rozwój siebie jako marki osobistej.

Nie powiem – denerwowałam się, bo przecież wszystko mogło pójść nie tak, a już najbardziej pogoda. Zwłaszcza że przez cały tydzień poprzedzający warsztaty wszędzie lało jak z cebra. Na szczęście z pogodą wstrzeliliśmy się w dziesiątkę – podczas gdy w innych częściach Polski nadal padało, u nas dobiło nawet 24 stopni przy bezchmurnym niebie w niedzielę!

Na całe szczęście miałam ze sobą ekipę, która była gotowa mi pomóc o każdej porze dnia i nocy, a także chętnych do pracy uczestników, co sprawiło, że stres minął, a pozostała energia, by działać, pracować, fotografować! Nim się obejrzałam, a znów wylądowałam w Warszawie, mocno zmęczona, ale i szczęśliwa, bo WYSZŁO. Czułam w kościach, że się udało, że nie było tak źle, że moje umiejętności oraz doświadczenie pozwoliły mi poprowadzić 9 osób ku lepszym zdjęciom zwierząt. I, jak podejrzewam, osoby z ekipy backstage też.

Najważniejszą wartością dla mnie po tych warsztatach to wyciągnięcie wniosków, przeanalizowanie, co poszło nie tak, co było w porządku, co należy zmienić, a co zostawić. Pozytywne słowa ze strony uczestników, jak i polecanie moich warsztatów podbudowuje, ale mimo wszystko krytyka i pokazanie palcem, co zrobiłam źle pomoże równie mocno. Najbliższe dwa tygodnie zostawiam sobie na podsumowania, zamknięcie tematu i podwaliny pod kolejną edycję. Bo, choć stres był, satysfakcja z kolejnego osiągniętego celu wręcz upaja. I dlatego, choć jeszcze przed warsztatami miałam mocne wątpliwości, teraz już jestem pewna, że nowa edycja wyląduje już w przyszłym roku!

Niby zwykły budynek, a trzeba go wykorzystać do cna! Zdjęcia robiliśmy dosłownie wszędzie.

Krok 1 – rób to

Nie planuję, nie przygotowuję się do tego tak mocno – po prostu któregoś dnia usiądę i je zorganizuję. I już teraz wiem, że to najlepsze recepta. Poprzeczkę postawiłam wysoko, miejsce zdało egzamin w 100%, czy jednak znów odwiedzę Galiny? Tego nie wiem – mam ochotę poznawać nowe miejsce, proponować różnorodność, zapraszać do współpracy kolejne lokalizacje. Polska jest piękna i ma wiele ukrytych skarbów, trzeba tylko umieć je odnaleźć i odpowiednio się zareklamować, by i druga strona poczuła, że to jest to, czego im brakowało.

Moje pierwsze warsztaty fotograficzne przeszły już do historii, jednak wszyscy członkowie weekendowego wypadu na Mazury nadal nimi żyją. Każde kolejne zdjęcie z backstage’u rozbawia do łez, każdy kolejny kadr uczestników zachwyca i pokazuje, że moja wiedza z pewnością się przydała i dała podwaliny wielu, by się dalej rozwijali w tym kierunku.

O niczym innym nie marzyłam!

Nie będę załączać w tym poście podziękowań, ponieważ one należą się w innym miejscu, dlatego w tym miejscu polecam gorąco każdemu, kto ma wątpliwości – zacznijcie robić. I róbcie to odpowiednio długo. Jak myślicie, w jaki sposób zostałam fotografem i doszłam do tego poziomu, w którym jestem teraz? Właśnie przez to! Metoda prób i błędów, codzienne męczenie sprzętu, nauka nowych rzeczy i brak wymówek.

I osiągniecie sukces!

  • Chociaż nie jestem takim Weteranem warsztatów jak Ty, to „troszkę” już widziałem, a to co widziałem pozwala mi z czystym sumieniem powiedzieć że było świetnie! Nie tylko jak na pierwszy raz ale tak w ogóle. Więc jeśli w przyszłości będzie lepiej to znaczy że będzie… perfekcyjnie.