Majorka – wprowadzenie

Gdy po raz pierwszy powiedziałam rodzicom, że w styczniu 2018 roku lecę z przyjaciółkami na Majorkę, zapytali, czy byłyśmy pijane. Fakt, kupiłyśmy je we wrześniu podczas imprezowego weekendu, ale była 10 rano, a my dopiero jechałyśmy po dostawę alkoholu. Sprawa wyglądała niezwykle prosto – prawie 70 miast Europy w promocji, a w którym będzie najcieplej? Oczywiście, że Majorka wygrała z każdym innym miastem!

W tym wpisie zawarłam kilka praktycznych porad, które pomogą Ci się przygotować do wylotu na Majorkę. Co trzeba brać pod uwagę, jak zaplanować zwiedzanie i ile pieniędzy przeznaczyć. Wbrew pozorom nie wydałyśmy dużo. Okazało się, że można spędzić tydzień na Majorce z wielkim domem i autem kombi na wyłączność, co pięć dni w małym pokoju nad polskim morzem.

  • Majorka – praktyczne porady

1. Styczeń na Majorce jest względnie ciepły. Temperatury oscylują w granicach 20-23 stopni, jednakże wieczory i noce są chłodne. Słowem – typowa polska wiosna. Można się także kąpać w morzu – co oczywiście z chęcią zrobiłam – jednak woda nie powala jeszcze temperaturą – około 13-15 stopni. Czasami, gdy pogoda się nieco zepsuje, z krótkiego rękawa przerzucisz się na koszulkę i jakąś bluzę do tego. Także pogoda idealna na podróże i zwiedzanie! Podczas 7 dni pogoda zepsuła nam się tylko na dwa dni – z 22 stopni zeszło na 17, także jak na styczeń – było cudnie!

2. Styczeń to czas poza sezonem, dlatego parkingi w większości przypadków są darmowe. Nie bój się więc, gdy zobaczysz szlaban i pobieranie biletów czy parkometr. Jeżeli jednak są płatne (jak na przykład w stolicy – Palmie), ich koszt to ok. 1 euro za kilka godzin postoju. Nie sugeruj się więc rozpiską na parkometrach – cennik dotyczy okresu w sezonie.

3. Niedziele na Majorce są wolne od handlu, toteż praktycznie wszystko jest zamknięte na cztery spusty. My o tym nie wiedziałyśmy i nasz pierwszy posiłek po przylocie był… w Mc’Donaldzie. Na szczęście poratowała nas właścicielka domu, od której wynajmowałyśmy dom. Podesłała nam adres marketu, który miał być otwarty do 14 i dzięki temu nie głodowałyśmy do poniedziałku. Dlatego też jeśli twój lot wypada w niedzielę, weź to pod uwagę i skontaktuj się z kimś na miejscu, by podał adresy otwartych sklepów. Albo zabierz coś ze sobą z Polski, co jest raczej mniej opłacalne.

4. Styczeń to idealny czas na zwiedzanie. Praktycznie nie ma turystów (w ciągu 7 dni spotkałyśmy tylko raz podróżujących Polaków, a zjechałyśmy wyspę wzdłuż i wszerz), a co za tym idzie, możesz zrobić zapierające dech w piersiach zdjęcia popularnych miejsc bez grama człowieka w kadrze! Jeżeli chcesz mieć w swoim albumie katalogowe zdjęcia pięknych miejsc na Majorce, wybieraj okres poza sezonem – nie zawiedziesz się!

5. Skoro już przy podróżowaniu jesteśmy – koniecznie wypożycz auto! Jadąc w kilka osób, w dodatku poza sezonem, nie wydasz dużo, a masz w głowie ten komfort, że na sam koniec dnia będzie jak i czym wrócić do domu. Zwłaszcza że Majorka to naprawdę mała wyspa – z jednego końca na drugi dojedziesz autostradą (tak, Majorka ma autostradę; nawet dwie, z czego druga jest w sezonie płatna, bo mijałyśmy jakieś bramki raz, wracając do domu) w 40 minut. Z najdalszego punktu na południu do najdalej położonego punktu na północy jest około 100 kilometrów, więc to naprawdę niewiele.

6. Majorka to wyspa rond. Jest ich tak dużo, że pod koniec wyjazdu będziesz nimi „rzygać” i po powrocie do Polski nie będziesz chcieć na nie patrzeć. Są oddalone od siebie nawet o 300-400 metrów. Gdy znalazłam skrzyżowanie w jednym z miasteczek, stanęłam na samym środku i nagrałam filmik, bo to było naprawdę COŚ! Najmniejsze rondo znalazłam… na parkingu przy plaży. Składało się z trzech kamieni i znaku. Dodam jeszcze, że parking był ubitym kawałkiem piaszczystego, wolnego miejsca. Fakt faktem, jednak ronda są na swój sposób piękne – niemal na każdym znajduje się ozdobna figura artystyczna, jak podejrzewamy, rodzimych artystów, a niekiedy okraszone są fontanną lub pięknymi rabatami z kwiatami. Nie to, co nasze, polskie, nijakie.

7. Planując wycieczkę objazdową podobną do naszej, zacznij od wschodniej części wyspy. Jest bardziej płaska i zdążysz się przyzwyczaić do jazdy po wyspie, wąskich ulic, rond i przede wszystkim samochodu, który dostaniesz od wypożyczalni. Zachodnia strona to głównie teren górzysty, także tam będą niekończące się serpentyny, podjazdy i miasteczka położone na stokach gór. Niektóre trasy dla osób o stalowych nerwach – będąc bardzo często nawigatorem miękły mi kolana, widząc te przepaście za półmetrowym płotkiem, który bardziej chyba służył jako wyznacznik końca asfaltu niżeli miałby pełnić jakąkolwiek funkcję ochronną.

8. Musisz pamiętać, że Majorka to część Hiszpanii, a co za tym idzie – sjesta jest tutaj obowiązkowa! Z reguły wszystko zamyka się koło 14:30-15, a otwiera dopiero koło 18:30-19, warto więc mieć to na uwadze, planując dzień i całą wycieczkę. Bardzo często stawałyśmy przed dylematem, czy jeść obiad już w tym miasteczku, w którym jesteśmy, czy ryzykować i jechać do następnego, nie bardzo wiedząc, czy zdążymy.

9. A skoro o jedzeniu mowa – poza sezonem jest mały problem z wyborem restauracji. Większość jest albo zamknięta, albo w remoncie. Nie sugeruj się tym, co podpowiada wujek Google i jego mapy – tam niestety pokazywało nam wiele otwartych knajp, a jak podjeżdżałyśmy na miejsce, to szybko się okazywało, że rzeczywistość jest zupełnie inna. Później opracowałyśmy system – co pierwsze otwarte, to zaklepane. Jadąc autem przez miasteczko, które miałyśmy zwiedzać, rozglądałyśmy się za miejscem do zjedzenia albo już w trakcie spacerowania wchodziłyśmy do otwartych lokali i decydowałyśmy się na coś.

10. Na sam koniec porada typowo kobieca – na Majorce znajduje się Primark, a to równa się niskim cenom za fajne gadżety i ubrania. Mając to na uwadze, specjalnie spakowałyśmy do walizki mniej ciuchów, by na miejscu kupić sobie ubrania na resztę wyjazdu. Efektem tego był zakup 3 bluzek, krótkich spodenek oraz epickiego rogala-poduszkę do podróży w kształcie jednorożca. Primark to także prawdziwa gratka dla geeków – pełno ciuchów z Harry’ego Pottera czy Star Wars, a żeby tego było mało, w Palmie jest także sklep Disneya. Możecie wyobrażać sobie mój skowyt rozpaczy, gdy chciałam kupić figurki ze Star Wars, czy piżamkę z Myszką Miki. Inni Polacy nie ograniczali się tak jak ja – wracali do kraju z prawdziwymi mieczami świetlnymi.

Majorka – wydatki

Jak stoi Majorka pod kątem kosztów, jeśli chodzi o styczeń poza sezonem turystycznym? Pamiętaj, że część wydatków podeszła nam jeszcze w Polsce, więc nie trzeba się stresować, że musisz wszystko wydać od razu. Rozkładając w ten sposób wydatki jesteś w stanie podróżować wszędzie.

  • Bilety lotnicze w obie strony – 250 zł (opłacone we wrześniu – jedyna trudność to odpowiednia ilość pieniędzy na koncie za jednorazową opłatę za kilka osób. I odblokowane konto na płatności na wysokie kwoty)
  • Nocleg – 480 zł od osoby za 7 dni (opłacone w listopadzie). Dom na 6 osób z dwiema łazienkami, wielkim tarasem, widokiem na morze z górami w tle (do którego miałyśmy 100 metrów – wystarczyło przejść przez ulicę i już się było na plaży), kominkiem w domu, grillem na zewnątrz i wieloma innymi udogodnieniami. W sezonie za ten dom trzeba by było zapłacić lekką ręką 1800 zł od osoby. A na liście miałyśmy też niezłe chaty z wielkimi basenami w ogrodzie za jeszcze mniej niż to, co wzięłyśmy.
  • Wynajem auta – 65 zł od osoby na 7 dni (opłacone w grudniu). Dostałyśmy przestronną nową Skodę Octavię kombi – idealne auto dla piątki dziewczyn do podróżowania i zabierania worków jedzenia i worka sprzętu (ale to tylko ja… 😉 Do tego na paliwo wydałyśmy 15 euro od osoby za 7 dni jeżdżenia praktycznie non stop.
  • Na wyjazd zabrałam 260 euro, wróciłam z 50 euro do Polski. A wydawałam na jedzenie, atrakcje, alkohol i pamiątki dla najbliższych. I na zakupy w Primarku. Jasne, czasami się szczypałam, czy warto, ale mając tyle pieniędzy w portfelu i jadąc w kilka osób z założeniem, że na jedzenie i alkohol będziemy się zrzucać, od razu człowiek inaczej podchodzi do kwestii wydawania pieniędzy. Zresztą nasze założenie było takie, że śniadania i obiadokolacje wieczorem będziemy ucztować wspólnie.

Po podsumowaniu kosztów wyszło, że za niecałe 2000 zł możesz spędzić tydzień swojego życia w towarzystwie naprawdę wspaniałych ludzi. W miejscu, które aż pęka w szwach od możliwości, zapierających dech w piersi widoków i niekończących się miejsc do zwiedzania. Teraz nawet ciężko mi pomyśleć o spędzeniu urlopu w Polsce, skoro mogę poczekać do września, skorzystać z promocji i pojechać do innego kraju, by zobaczyć tak niesamowite miejsca. Gorąco polecam taki sposób podróżowania – bierz swoją ekipę marzeń i wyruszaj w nieznane!