Jak się wybić w fotografii? 5 sprawdzonych sposobów

Jeszcze do niedawna dla wszystkich najważniejszym aspektem bycia dobrym fotografem stanowiła liczba polubień strony na Facebooku. Teraz odchodzi to powoli w zapomnienie ze względu na algorytmy portalu, jednakże dla młodych, wschodzących talentów każde polubienie jest na wagę złota. Wiele osób zresztą nadal uważa, że ilość polubień strony równa się jakości treści, która jest na tej stronie udostępniana. Jak więc się wybić w fotografii w tłumie doświadczonych artystów i zacząć zyskiwać potencjalnych klientów?

Znalazłam i przetestowałam 5 sprawdzonych sposobów.

1. Zostań drugim fotografem

Jest to sprawdzony model przede wszystkim w fotografii ślubnej, ale z powodzeniem daje radę także w innych niszach. Ja osobiście przetestowałam to na sesjach z końmi czy psami – gdy jestem w odwiedzinach u przyjaciółek, często jeżdżę z nimi na sesje, które mają poumawiane. Pomagam im w przygotowaniach, przy ustawianiu modeli, a czasem coś pstryknę, jeżeli mam czas i ochotę. Nie unoszę się honorem ze względu na to, że jestem już doświadczonym fotografem i nie powinnam robić takich rzeczy – wręcz przeciwnie; pomagamy sobie nawzajem, bo nigdy nie wiemy, kiedy druga strona będzie potrzebować tej pomocy. Z takiego modelu pracy możesz wynieść:

  • Nowe, przydatne kontakty
  • Potencjalnych klientów
  • Jak przygotowywać się do sesji zdjęciowych
  • System pracy podczas sesji lepszych od siebie
  • Nowe kadry, których w normalnych warunkach nie mógłbyś wykonać

Jak zostać drugim fotografem? Jeżeli nie masz wśród znajomych doświadczonych fotografów, pisz do tych, które prace cenisz. Nie obawiaj się, że cię pogonią – zapytać nigdy nie zaszkodzi. A nuż poszukują pomocnika i spadniesz im z nieba?

2. Grupy na Facebooku

To teraz najlepsze miejsce, by pokazać swoje prace, znaleźć świetne modelki, porozmawiać z innymi doświadczonymi fotografami z kraju i zza granicy, a także, by pozyskać nowych klientów i nałapać nowych fanów. Wiele osób nadal wątpi w skuteczność grup, jednakże jest to teraz siła napędowa całego Facebooka. Niestety chodzą już plotki, że włodarze portalu zauważyli popularność tej funkcji i wezmą się za nią już pod koniec roku… Dlatego korzystaj na maksa! Znajdziesz grupy o fotografii, konkretnych modeli sprzętu (jak na przykład grupa Nikoniarze zrzeszająca użytkowników tej firmy), dla modelek, dla warsztatów i plenerów – słowem wszystko, czego potrzebujesz, by się wybić! Musisz jednak pamiętać – to nie jest miejsce na chamską reklamę, bo szybko wylecisz z takich grup i będziesz mógł zapomnieć o profitach. Czytaj uważnie regulaminy i dostosowuj się do nich. Wiele grup pozwala się przywitać, gdzie możesz oznaczyć swojego fan page’a, wrzucać zdjęcia z oznaczeniami – trzeba tylko robić to zgodnie z zasadami. Dzięki temu wiele osób zachęconych twoją twórczością zajrzy na stronę i zostawi polubienie.

3. Branding

Na początku nikt o tym nie myśli – po prostu podpisuje zdjęcie byle jak pierwszym lepszym fontem i wrzuca na Facebooka. Jednakże posiadanie logo, odpowiednio dobrany font i kolorystyka tworzą nam wizerunek i rozpoznawalność. No dobrze, ale po co nam to, skoro nie ma to żadnego przełożenia na wybicie się? Wbrew pozorom jest – inni użytkownicy lepiej patrzą na zdjęcia z profesjonalnym podpisem niżeli jakimiś ozdobnymi zawijasami. Posiadając już tak profesjonalnie zrobioną pracę możemy pójść o krok dalej – personalizowany pasek do aparatu z adresem, naszym imieniem i nazwiskiem, z logo. Możemy zrobić wizytówki, a nawet koszulki! Jesteśmy chodzącą reklamą własnej działalności, a nie korzystamy z tego w pełni! Nawet będąc na wakacjach i nie pracując możemy chodzić w koszulce z logo i adresem naszej strony, a ludzie z ciekawości zajrzą i jest spora szansa, że dorobimy się nowych klientów i fanów! Warto też pomyśleć o własnej stronie internetowej – własny kawałek Internetu przydaje się zawsze, zwłaszcza że jeżeli chcecie być postrzegani jako profesjonaliści, nie możecie zrobić sobie całego brandingu i wszędzie pokazywać adresu strony na Facebooku.

4. Spotkania i wyjazdy

Każdy nasz wyjazd oraz spotkanie – niekoniecznie biznesowe – są okazją do wybicia się. Możemy podczas rozmowy przekazać wizytówkę, na plenerze pojawić się w koszulce z naszym adresem i logo, a mając już branding możemy wszystko! Wyjeżdżasz na wakacje? Zabierz koszulkę, wizytówki, a nawet aparat, jeżeli lubisz cykać fotki podczas odpoczynku – zawsze trafi się ktoś, kto zwróci na ciebie uwagę i spisze adres. Pamiętaj też o warsztatach i plenerach fotograficznych – tam możesz złapać kontakty, zaprzyjaźnić się i pokazać swoje prace szerszemu gronu.

5. Zbieraj referencje

Skoro masz stronę internetową i chcesz być postrzegany jak profesjonalista, warto pomyśleć o referencjach. Każdy zadowolony klient to dobra referencja na stronę internetową. Proś swoich klientów, znajomych fotografów, z którymi współpracowałeś, by wystawili o tobie opinię. Nic ich to nie będzie kosztować, a ty będziesz mógł pokazać, że traktujesz swoją pracę jak najbardziej poważnie. Klienci chętniej zaufają fotografowi z bogatą zakładką referencji.

 

Musisz pamiętać, że to są sposoby, które sprawdziłam i przetestowałam – jedne przynosiły więcej efektów, inne mniej, jednakże nie podam ci gotowego przepisu. Ciężko pracuj, pamiętaj o sposobach reklamy na portalach społecznościowych i nie oczekuj, że w ciągu kilku dni staniesz się popularnych, rozchwytywanym fotografem. To długi proces, dlatego kluczową cechą, którą musisz w sobie wypracować, jest cierpliwość. A jak to mówią – cierpliwość popłaca!

A jakie Wy macie sposoby na wybicie się w fotografii? Próbowaliście czegoś innego? Dajcie znać w komentarzach, a jeśli podobał się Wam ten wpis, użyjcie przycisków udostępniania i podzielcie się nim z innymi!
  • Jeśli chodzi o faktyczne „wybicie się” osobiście sugerowałabym… eksperymentowanie! Nie ma nic nudniejszego, niż kolejny fotograf, który robi dokładnie to samo, co stu innych. A eksperymentowanie w fotografii sprawia, że w końcu znajdujemy „swoje miejsce” i doskonalimy się w tym 🙂 To, co napisałaś powyżej, to kolejny krok (czy też raczej kroki 😉 ) – wtedy, gdy już mamy coś, co faktycznie nas wyróżnia 🙂

    • Izzy na tropie

      Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak kopiowanie kogoś, w sensie bycie kopią tudzież robienie coś jak inny fotograf. Każdy ma mimo wszystko swój własny styl – nawet na samym początku. Mamy jako polscy fotografowie koni takie coroczne spotkania, gdzie jest 20 fotografów i wszyscy fotografują to samo. KAŻDY ma inny efekt końcowy. Niby ten sam koń, to samo światło, wszystko to samo, a później widzisz na Facebooku 20 totalnie różnych zdjęć tego samego. Na to zbiera się wiele rzeczy – od kadrowania po obróbkę.
      A jak mówisz o eksperymentowaniu od razu myślę o znalezieniu własnej niszy i robieniu w niej zdjęć i doskonaleniu się w tym kierunku 😛

      • Niestety, kopiowanie – czy też raczej próba kopiowania – stylu innego fotografa to chleb powszedni przy fotografii ludzi. Nie wiem, jak to wygląda przy fotografii zwierząt – nie znam żadnego fotografa koni, co najwyżej okazjonalnego, a to nie to samo, co czysta specjalizacja w koniach 😉 – ale w mojej branży dochodzi nawet do sytuacji, gdy… ktoś kopiuje idealnie Twój kadr. Idealnie. Nawet modelki szuka bardzo podobnej 😀 A potem tylko stara się zgłębić tajniki Twojej obróbki, by zrobić to identycznie. Więc tak, problem kopiowania w tej branży istnieje i co jakiś czas wybucha jakiś mały skandalik z tym związany 😉 A wynika to chyba właśnie z tego, że ludzie boją się mieć własny styl – boją się, że się nie spodoba, więc wolą kopiować kogoś, kto jest już jakoś tam lubiany.
        Rozumiem, o co Ci chodzi, gdy mówisz o tych dwudziestu fotografach, którzy fotografują jednego modela, acz przyznam szczerze, że większość tych zdjęć wygląda podobnie, dopóki nie pozwoli się każdemu fotografowi popracować z modelką sam na sam przez kilka minut. Oczywiście, mówię tu o plenerach z ludźmi, a nie z końmi 😉 Jak wspominałam, one są mi kompletnie obce pod względem fotograficznym. Także wracając do plenerów z ludzkimi modelami: jeśli fotografowie są początkujący i jeszcze nie mają wypracowanego własnego stylu (jakby nie patrzeć, to jest proces, a nie nagły przełysk 😉 ), to ich zdjęcia wyglądają bardzo podobnie. Nawet kadry są niemal identyczne, bo jeden robi zdjęcie drugiemu znad ramienia 😉 No chyba że jest czas na pracę sam-na-sam, tak jak wspominałam: wtedy, patrząc na efekty, czasem nie można wyjść z podziwu, kto na co wpadł – i to tylko dlatego, że nie sugerował się pracą innych i miał chwilę tylko dla siebie 🙂
        A doskonalenie się w swojej niszy – czy w ogóle w swoim kierunku – jest zawsze dobre. Trzymam kciuki 🙂