Erin Hunter „Wojownicy” – powrót do dzieciństwa

Każdy ma w swoim życiu książkę, która zmienia jego życie. Nie jakoś diametralnie, ale znacząco wpływa na to, jak się później kształtuje jego przyszłość. Nie zawsze jest to górnolotny filozoficzny wywód o życiu i śmierci; dla jednych to będzie niesamowita powieść przygodowa, dla innych poradnik, jak zmienić swoje życie w 30 dni. W moim przypadku była to właśnie powieść „Wojownicy” Erin Hunter.

Jak to się stało, że książka dla młodzieży stała się punktem zwrotnym w moim życiu?

Jak poznałam Erin Hunter i jej Wojowników

To była pierwsza klasa gimnazjum, o ile dobrze pamiętam. Koleżanka poleciła mi tę autorkę i powiedziała, że jak tylko przeczytam, to mam dać znać, czy mi się podobało. Oczywiście obie książki, które były wtedy na rynku po polsku (wydawnictwo Amber nieudolnie próbowało to wydawać, ale ponieśli spektakularną klęskę), wciągnęłam nosem i zażądałam więcej.

To wtedy poznałam magię PBF („play by forum” – tekstowa gra online RPG). Początkowo nie rozumiałam tego systemu, ale że byłam podatna (i nadal jestem) na takie nowinki kulturalne, z czasem tak się uzależniłam, że nie było dnia, bym nie przesiedziała na forum w grze nawet i sześciu (!!!) godzin. Co ja tam tyle czasu robiłam? Pięłam się po kolejnych szczeblach hierarchii klanowej, więc gra była warta świeczki. W pewnym momencie dobiłam nawet trzech różnych for i w każdym osiągnęłam najwyższy szczebel, czyli przywódcę klanu. To było ekscytujące i cholernie wciągające!

Jaki to jednak miało wpływ na moje życie?

Erin Hunter i Wojownicy jako wyznacznik przyszłości

Czy tego chcesz czy nie, grając w PBF musisz umieć pisać. A jeżeli nie umiesz, pisanie po kilka godzin dziennie zaczyna przynosić w końcu owoce. Początkowo pisałam koślawo. Musiałam być na bieżąco z tym, co pisali inni, by móc potem wykreować sceny, w których przedstawiałam własną postać. To trochę jak grupowe pisanie powieści. Na początku więc moje posty nie były szczytem pisarskich możliwości, ale z czasem zaczynały się wydłużać, dodawałam coraz barwniejsze opisy, umiałam się lepiej wczuć w postać, co zaowocowało tym, że w ciągu niecałego roku stałam się przywódcą największego klanu na forum i poprowadziłam moich pobratymców zwycięsko przez wojnę (może kiedyś, jak ładnie poprosicie, napiszę to w formie mini-powieści, bo historia była naprawdę fajnie wykreowana!).

To może brzmieć śmiesznie, lekko groteskowo i zabawnie, ale gry PBF uczą nie tylko pisania, ale rozwijają wyobraźnię, zmuszają do kreowania różnych scenek na bieżąco i znacząco poszerzają nasz zasób słów. Można powiedzieć, że dzięki Erin Hunter i forach tworzonych na podstawie jej powieści przez fanów, jestem tutaj dzisiaj i piszę tego bloga. Mam też na koncie kilka powieści fantasy, które piszę, póki co, do szuflady, by szlifować te umiejętności i nadal podtrzymywać wyobraźnię na takim poziomie, na jakim była wtedy, gdy grałam w PBF. Mówiąc krótko – ta saga odmieniła moje życie i pchnęła mnie na ścieżkę pisarską i blogową.

Od tamtego pamiętnego dnia w pierwszej gimnazjum minęło już prawie dziesięć lat, a ja nadal lubię wracać myślami do tamtych czasów i czasem kusi mnie, by znów wrócić na te fora i pograć. Czuję w kościach, że wciągnęłoby mnie to równie mocno, co kiedyś. Polecam każdemu, kto myśli czasem o tym, by spróbować swoich sił jako pisarz. Niesamowicie pouczające ćwiczenie na wyobraźnię i szybkie pisanie krótkich, acz barwnych opisów scen i kreowania samych postaci.

_DSC8805 Po lewej stare polskie wydanie dwóch pierwszych części, całą resztę mam po angielsku. Niestety te prawie dziesięć lat temu o wiele ciężej mi się kupowało książki zagraniczne, więc zaprzestałam kolekcjonowania. Teraz to wszystko będzie po polsku!

Erin Hunter i Wojownicy jako książka

Jak wspominałam wcześniej, wydawnictwo Amber próbowało kiedyś wydawać książkę i zatrzymali się na dwóch tomach, po czym zrezygnowali i porzucili serię. Napisałabym coś na ten temat, ale nie sednem tego postu jest moja ogólna niechęć do tego wydawnictwa, a sam fakt istnienia tej serii na rynku.

Gdy któregoś dnia w tym roku szłam między półkami sklepowymi po komiksy, rzucił mi się w oczy znajomy napis. Autentycznie stanęłam jak wryta, szczęka gruchnęła mi o podłogę, a z gardła wydobyło się coś pomiędzy piskiem a pełnym zszokowania słowem „Cooooooooooo!” Chyba nigdy nie sięgałam po jakąkolwiek z książek na półce tak szybko, jak wtedy po pierwszy tom ‘Ucieczki w dzicz”. Nazwy są lekko pozmieniane od tego, co nam zaserwowało Amber, ale to akurat nie było moje najmniejsze zmartwienie.

Ponownym wydawaniem serii zajęło się wydawnictwo Nowa Baśń, które szybko odnalazłam w sieci zaraz po przyjściu do domu. Nie byłam tak poruszona od bardzo dawna, więc ledwo przyswajałam wiadomości. Na rynku pojawiły się już dwa tomy, a wydawnictwo już mówiło o kolejnym tomie! To i tak więcej niż kiedykolwiek oferowało nam Amber! Oczywiście nauczona poprzednimi niemiłymi przejściami podchodziłam do tego sceptycznie, ale Nowa Baśń niedawno opublikowała front okładki na trzeci tom, więc trochę się uspokoiłam. A już na pewno w to uwierzę, gdy będę mogła dostać prosto w ręce pachnący nowością egzemplarz.

Tego było trzeba tej serii – pięknej okładki (jest to wersja niemiecka, przez fanów od zawsze uważana za najpiękniejszą ze wszystkich, które doczekały się publikacji w wielu miejscach na świecie), dobrej oprawy, porządnego wydruku całości i dbałości o szczegóły, co by się tomy pięknie prezentowały na półkach w księgarniach. Dopiero dzisiaj dostałam z dyskontu książkowego moje własne nowe egzemplarze, więc jeszcze nie sprawdzałam dokładnie, co się pozmieniało w tłumaczeniach, ale zmiany są drobne i podejrzewam, że raczej na lepsze niż gorsze. Zresztą jeżeli ktoś jest nowym czytelnikiem to nie będzie nawet wiedział, że istniało jakieś inne tłumaczenie.

Wojownicy – krótkie streszczenie historii

Ja tu się rozpływam i zachwycam nad jakimiś książkami, a nawet ni powiedziałam Wam, o czym to w ogóle jest! Dostajemy do rąk historię widzianą oczami… kotów. Tak, dobrze czytacie! – wszystko kręci się tam wokół kotów, to one grają pierwsze skrzypce, to one nadają tempo fabule, to one budują całą historię i sprawiają, że zaczynasz patrzeć na swojego domowego mruczka zupełnie inaczej niż dotychczas. To niesamowite, ale tam ludzie są jedynie wspomniani, widziani przez dzikie koty jako wrogowie, jako największe zło tego świata. Pomysł, jaki został wykreowany przez kobiety piszące sagę pod jednym pseudonimem, był tak nowatorski i nietuzinkowy, że kupił mnie niemal od razu, zwłaszcza że sama jestem właścicielką takiego czarnego kociego wojownika. Wojownicy to świetna odskocznia od typowej powieści fantasy, gdzie ludzie grają pierwsze skrzypce, a zwierzęta są uznawane jedynie za kompanów. Tutaj od początku do końca będziemy towarzyszyć kotom z czterech potężnych klanów, przeżywać z nimi sekundy grozy, chwile spokoju i smutku. Możemy wkroczyć do obozu jednego z klanów, poznać jego zwyczaje, typowe kocie zachowania i rytuały. W tej powieści jest w pewnym sensie magia – dbałość o szczegóły, specjalne kocie nazewnictwo zwykłych przedmiotów, piękne opisy miejsc i oddziałujące na wyobraźnię dynamiczne sceny czy to walk, czy zwykłych spotkań.

Jeżeli ja Was jeszcze nie przekonałam, może zrobi to opis pierwszego tomu Ucieczka w Dzicz według wydawnictwa Nowa Baśń?

Od wieków cztery klany wojowniczych kotów dzieliły las według praw ustanowionych przez przodków. Jednak jeden z nich odrzucił odwieczny porządek, stwarzając zagrożenie dla pozostałych.

Bezwzględne koty z Klanu Cienia otaczają siedlisko walecznych, choć mniej licznych kotów z Klanu Pioruna. Błękitna Gwiazda, ich przywódczyni, i jej dumni wojownicy – Lwie Serce i Tygrysi Pazur – nie poddadzą się bez walki, zdecydowani bronić za wszelką cenę swoich pobratymców i młodych.

Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, w lesie pojawia się zwyczajny, domowy kot, o którym mówiło proroctwo i który odmieni losy tych ziem.

Nie myślcie sobie, że to książka dobra dla młodszych – to naprawdę bardzo przyjemna lektura i tak jak wspominałam wcześniej – przyjemna odskocznia od ciężkiego klimatu Gry o tron czy Wiedźmina. Polecam z czystym sumieniem dla tych, którzy są ciekawi historii praktycznie pozbawionych ludzkiego czynnika. Poza tym kto by nie chciał mieć na półce tak pięknie oprawionych książek? Te okładki są czystą perfekcją!

_DSC8807 Sporo się zmieniło między ostatnimi wydaniami. Nowa Baśń wygrywa w przedbiegach – cudowne okładki ze skrzydełkami, dbałość o szczegóły i porządny druk. Tak powinno się wydawać książki!

Jeżeli któregoś dnia ktoś z wydawnictwa Nowa Baśń przeczyta ten post, chciałabym napisać proste – dziękuję. Dziękuję za to, że w ciągu kilku sekund sprawiliście, iż z dwudziestodwuletniej, poważnej studentki fotografii artystycznej na powrót zamieniłam się w małe dziecko wyczekujące na swoją ukochaną powieść z wypiekami na twarzy i szklistymi oczami pełnymi łez wzruszenia. Moje całe dzieciństwo i beztroskie lata gimnazjum powróciły ze zdwojoną siłą, dopadła mnie nostalgia i właśnie to czuję, ściskając egzemplarze serii wydanej przez Was w o wiele lepszej, piękniejszej i lepiej przyswajalnej formie. Już nie mogę się doczekać, by je przeczytać i skonfrontować z poprzednim wydaniem, ale już wiem, że wygraliście. Gorąco kibicuję sukcesowi całej serii i już nie mogę się doczekać trzeciego tomu serii.

Na rynku dostępne są dwie części serii: Ucieczka w dzicz oraz Ogień i lód. Las tajemnic premierę będzie mieć już pod koniec lipca!

Grafiki z nagłówka pochodzą z fp wydawnictwa Nowa Baśń.