Dog Day Festiwal – relacja z targów

Z reguły nie jeżdżę na targi związane z psami czy kotami – jakby nie patrzeć, mniejsze gabarytowo psy są naturalnie faworyzowane i większość super rzeczy jest robiona specjalnie pod nie. O dużych psach mało kto pamięta, a nawet jeśli już, to asortyment jest mały i mocno ograniczony, podczas gdy psy pokroju border collie mogą pływać w mnogości gadżetów. Dog Day Festiwal zapowiadał się jednak na tyle kusząco, że zdecydowałam się wybrać. Z Ziomkiem, oczywiście.

By uniknąć niepotrzebnych spięć, przed festiwalem pojechaliśmy z psami na trening, by spuściły trochę z pary i się zmęczyły. Dzięki temu miałam pewność, że Ziomek nie zrobi czegoś głupiego – ma ciężki charakter i nie kocha wszystkich, co okazuje przez pokazanie pełnej klawiatury zębów. Tak przygotowana ruszyłam spod Warszawy wraz z Konradem, chłopakiem mojej siostry, i drugim psem z teamu – Sajgonem.

Soho Factory to świetne miejsce na tego typu wydarzenia, więc lokalizacja była strzałem w dziesiątkę – blisko do pociągów i innych środków komunikacji miejskiej, więc raczej nikt nie miał problemów z dojazdem. Na miejscu okazało się, że całe targi umiejscowione zostały w jednym z hangarów. Przyznam szczerze, byłam trochę zaskoczona. Ledwo się rozpędziłam na początku, a już dotarłam na sam koniec hangaru i stoisk. Patrząc na wydarzenie człowiek odnosił wrażenie, że przyjedzie tyle firm, stoiska aż będą się uginać od oferowanych towarów, a nam zabraknie czasu, by je wszystkie obejść. Ostatecznie obeszliśmy całe targi około 5 razy.

Firm było, owszem, wiele, ale stoiska były tak małe, że niektórzy ledwo się na nich mieścili. Może to ja jestem przyzwyczajona do stoisk końskich sklepów, a może to ograniczenie miejsca sprawiło, że wiele firm było ściśniętych na małej powierzchni, a dodając do tego ludzi z psami, równało się zagrożeniem katastrofą.

I poniekąd katastrofą było.

Ziomek został fanem marki Mlewo. Coś w tym dodatku do jedzenia było, że wciągnął miskę próbki w 3 sekundy. I prosił o więcej!

Pomijając już kwestie małych stoisk, ludzie przyszli tam z psami. Jasne, większość była pokroju buldożka francuskiego, ale przyszliśmy też my, labradory, goldeny, a nawet pani z dogiem niemieckim! Ścieżka między stoiskami nie była szeroka, ludzie przystawali przy oferowanych produktach, psy plątały się między nogami, a to skończyło się ogromnym dyskomfortem dla nas i naszych psów. Przyznam szczerze, że ja bardziej skupiałam się na tym, by Ziomek nikogo nie zjadł niż na tym, co oferują mi firmy i co ciekawego mają w sprzedaży.

Gdyby właściciele uważali na to, co robią ich pociechy, z pewnością to wrażenie byłoby zupełnie inne. Niestety najczęściej kończyło się tym, że ja musiałam mocno trzymać psa i odsuwać się na bok, bo pani z sąsiedniego stoiska tak wciągnęła się w rozmowę, że zupełnie zapomniała o swoim napastliwym kundelku, który zupełnie nie rozumie znaczenia strefy komfortu u innych psów.

Inna sprawa to psy, które czuły się naprawdę źle. Gdy odeszłam na bok, by napoić psy, rzucił mi się w oczy whippet, który trząsł się jak osika na wietrze, ogon wręcz wtopił między tylne łapy i widać było, że jest przerażony tym, co się dookoła niego dzieje. Jaki jest sens zabierania psa na takie wydarzenie? Na hali było głośno, szczekały psy, ludzie rozmawiali, czasami nie dało się usłyszeć własnych myśli – czyli tak, jak najczęściej się dzieje na targach. Myślę, że niektórzy właściciele powinni się poważnie zastanowić, czy warto ryzykować tak wiele tylko po to, żeby się pokazać ze swoim psem. Jasne, z drugiej strony niektóre psy trzeba oswajać z tego typu wydarzeniami, jednak uważam, że powinni zaczynać od bardziej kameralnych imprez, gdzie jest więcej miejsca i „oddechu” oraz jest nieco ciszej.

Sajgon jest nad wyraz cierpliwym psem – podczas tych targów jego cierpliwość do natarczywych psów została wystawiona na próbę.

Nasze psy po niecałej godzinie miały już serdecznie dość. Nawet Sajgon, który jest nad wyraz cierpliwym psem zaczął pokazywać zęby innym psom, co dało nam jednoznaczny znak, że czas wracać. Kupiliśmy kilka rzeczy, porozmawialiśmy ze znajomymi, zrobiliśmy sobie zdjęcie na ściance i wyszliśmy, niejako oddychając z ulgą, na świeże powietrze.

Jeżeli miałabym podsumować to w kilku zdaniach to powiedziałabym tak: Dog Day Festiwal to naprawdę super impreza; organizatorzy już wyznaczyli datę kolejnej edycji. Jeśli miałabym coś podpowiedzieć to na pewno poszukałabym takiego miejsca, które zapewni więcej miejsca. Jeżeli nie dla wystawców to dla odwiedzających z psami. Te wąskie ścieżki w Soho może nam nie przeszkadzały, ale psy z pewnością wprawiały w dyskomfort. A skoro chcemy wychodzić naprzeciw właścicielom i zapraszać ich z psami, to jednak warto pomyśleć o większych stoiskach dla wystawców. Wystarczyła jedna osoba i już nikt inny nie miał szansy podejść, by zobaczyć, co ciekawego oferuje firma. Dodając do tego psy? Miejsca zupełnie brak. Wydźwięk tego krótkiego wpisu może być negatywny, ale w żadnym wypadku nie to miałam na myśli – impreza zapowiada się obiecująco, a jeżeli w następnej edycji zostaną wyeliminowane te defekty, które pojawiły się tutaj, Dog Day Festiwal będzie najprawdopodobniej jedyną psią imprezą, na której będę się niezwykle chętnie pojawiać.

I na sam koniec odzywa się we mnie zboczenie zawodowe fotografa – mając ściankę, dwie lampy i super modeli popsuć zdjęcia? Nie wiem, jak to się stało, ale proponuję pomyśleć o lepszym fotografie z doświadczeniem, który zapewni pamiątkę właścicielom. Byłam mocno zaskoczona, widząc efekty na wydarzeniu. Z takim sprzętem zdjęcia powinny wyjść jak żylety.

Na sam koniec mała galeria zdjęć, którą udało mi się jakimś cudem wykonać w międzyczasie pilnowania zirytowanego innymi psami Ziomka.