Co czyni nas fotografami w społeczeństwie?

Ile razy widzieliście dyskusję na grupach fotograficznych o nieszczęsnym słówku „photography” w nazwie fan page’a? A z iloma osobami dyskutowaliście o sprzęcie, którego używają do fotografowania? Praktycznie co chwila widzę zdjęcia wrzucone do grup z dopiskiem o słabym sprzęcie lub wręcz wykonaniem zdjęcia telefonem. Mimo to niemal każdy chce być nazywany fotografem, każdy chce zabłysnąć, chce się rozwijać i w krótkim czasie robić zdjęcia na poziomie profesjonalistów z całego świata.

Co w takim razie uczyni z nas fotografów? Co sprawi, że będziemy mogli się tak nazywać?

‘Photography’ wyznacznikiem buractwa?

Nie wiem, dlaczego w naszym kraju to słowo działa na niektórych jak płachta na byka. Był taki okres czasu, gdy niemal każdego dnia w grupach fotograficznych wybuchała zażarta dyskusja, gdzie każdy próbował przeforsować  swoje racje. Jako jedna z osób, które mają to nieszczęsne słówko w nazwie strony na FB mogę rzec jedno – co to innych obchodzi? Czy aż tak bardzo ludziom się nudzi, by tracili czas na tak bezsensowne dyskusje? Ja, zakładając fp na Facebooku i wybierając nazwę kierowałam się faktem wykonywania zdjęć na zawodach międzynarodowych, więc dotarcie postów miałam w połowie polskie, w połowie zagraniczne. Nowe osoby pewnie podążają za trendem, część się wybija i zakłada z inną nazwą. Ale kogo to obchodzi? Dla mnie ważne są prace danej osoby, a nie to, jak nazwała swoją stronę. Jeżeli chce mieć ‘photography’ obok imienia i nazwiska to proszę bardzo, najwidoczniej ma ambicje, a to dobrze! Chodzi o to, by stawiać przed sobą fotograficzne wyzwania, a nie ograniczać się tylko na jeden kraj. Ja nigdy nie myślałam o swojej działalności w kontekście Polski, zawsze chciałam, by moje prace docierały do każdego zakątka świata.

Zwykłe angielskie słowo nie jest wyznacznikiem jakości. Tak naprawdę użytkownicy szybko pokażą, co im się podoba, a co nie. To oni są najważniejsi – nasi widzowie, potencjalni klienci. Jeżeli zdjęcia nie będą się podobały, strona nie będzie przez nich polubiona i szybko umrze. A jeżeli komuś się to nie podoba to jego sprawa. Skoro ma problem ze słówkiem to aż strach pomyśleć, co będzie, gdy zobaczy stronę internetową polskiego fotografa całą po angielsku.

Co z tym sprzętem?

Często słyszę, że ktoś ma słaby sprzęt, że przez to zdjęcia ma słabe. Dlatego ja się pytam – co z tego? Ze słabego sprzętu można wycisnąć naprawdę wiele! Ja sama nie mam sprzętu z najwyższej półki i często na to narzekam, bo mnie on nieco blokuje, ale dla osób początkujących nie powinno być takich przeszkód. Ba! – nawet dla profesjonalisty słaby sprzęt nie stanowi żadnej przeszkody w wykonaniu bardzo dobrego zdjęcia.

Posiadam bardzo słaby obiektyw zoom Nikkora 55-300. Nie może się w żaden sposób równać ze świetnym Nikkorem 70-200 f/2.8 czy nawet ciemnym Nikkorem 70-300, mimo to z uporem maniaka chcę udowodnić samej sobie, że obiektyw nie stanowi dla mnie przeszkody. I faktycznie – niemal wszystkie zdjęcia, które wylądowały na ogólnopolskich wystawach, były nim robione i śmiało mogę rzec, że zaliczają się do ‘życiowych’ ujęć. To wszystko za sprawą tego, że byłam w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, a później dzięki umiejętnościom obróbki byłam w stanie pokazać tą fotografię od jak najlepszej strony. I nie wstydzę się stawać koło moich znajomych, którzy mają super obiektywy z jasnym światłem, bo wiem, że przy ciężkiej pracy i uporze jestem w stanie zrobić równie dobre kadry.

Słaby sprzęt nie powinien stanowić dla fotografującego wymówki, by pokazywać ludziom złego zdjęcia. Trzeba walczyć, trzeba iść z uporem maniaka naprzód, nie przejmować się ograniczeniami i wyciskać ze swojego sprzętu nawet 200%. Niedawno pisałam o tym, jak można się nauczyć fotografii przy małym budżecie pieniężnym, więc warto skorzystać z tamtych rad, obserwować innych fotografów i przestać szukać wymówek.

dsc_0710-2 Robione zwykłym obiektywem Nikkorem 55-300. Ciemny, słaba optyka, a jednak ta fotografia wylądowała na ogólnopolskiej wystawie i do dzisiaj uważam ją za jeden z ‚życiowych’ kadrów. Wystarczył moment, aparat i godziny nauki obróbki w Lightroomie i Photoshopie. Ciężka praca popłaca!

Co czyni nas fotografami?

Talent.

Jeżeli mamy choć minimum powołania, a także kilogramy miłości oraz dwie tony uporu, które pomogą wam wiele razy podczas fotograficznej drogi, możecie być pewni, że do czegoś dojdziecie. W mniejszym lub większym stopniu, ale na pewno osiągniecie w tej dziedzinie coś, co będzie was w zupełności satysfakcjonować. Możecie nazywać siebie artystami, fotografami – kimkolwiek chcecie, to życie zdefiniuje, kim zostaniecie, odbiór waszych prac i zaangażowanie w pokazywanie tego, co kochacie robić.

Według definicji Wikipedii, artystą może być każdy bez względu na poziom zaawansowania. I o to w tym chodzi – jesteście artystami, tworzycie coś materialnego, w tym przypadku – cyfrowego, a jednak coś waszego. Jesteście artystami fotografami, ten tytuł nie jest zarezerwowany tylko dla najlepszych, ale też dla amatorów. Bo przecież nie możemy odebrać amatorom ich dzieł i stwierdzić, że nie, nie mogą się tak nazywać, bo nie są od nas lepsi. Nie musimy na tym zarabiać, nie musimy wystawiać naszych prac na wystawach i sprzedawać w stockach, by jednoznacznie stwierdzić, że to, co tworzymy, jest zaliczane do sztuki.

Jesteśmy artystami fotografami.

W skrócie fotografami.

A jeżeli ktoś ma z tym problem, polecam złapać za aparat i wyjść na dwór, by ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Zdjęcia z pewnością będą lepsze dzięki praktyce, a nie pieniactwu na Facebooku.

A wy jakie macie zdanie? Uważacie, że nie każdy zasługuje na przydomek „artysty” lub „fotografa”? A może wręcz przeciwnie, zgadzacie się z tym, co napisałam? Dawajcie znać, co sądzicie o tych wszystkich dyskusjach i którą stronę racji popieracie!