Co wolno Facebookowi, to nie tobie – użytkowniku

Na którymś etapie twoje fotografie stają się na tyle popularne, że lądują w różnych miejscach Internetu. Może to być profil 500px, może na stronie Bored Panda, a może… na fanpgae’u zbierającym wszystkie ładne zdjęcia z Facebooka. Dzięki Facebookowi i jego popularności każdy może się wybić z tłumu i podzielić się swoją pracą – artyści również. Niestety na równi z dobrodziejstwem tego portalu przyszło także złodziejstwo. Nie tak dawno temu grupa polskich fotografów koni wypowiedziała niejako „wojnę” temu zjawisku, odnajdując niemalże setki własnych fotografii bez żadnego podpisu w opisie na innych fanowskich stronach. To, jakie odpowiedzi dostaliśmy w pewnym sensie nas zaszokowały i zmusiły do refleksji nad tym, w jaki sposób w dzisiejszych czasach jest respektowane prawo.

Bez nazwy-5 Darmowa reklama, brak praw autorskich… To i jeszcze więcej w dziwnych argumentach. (archiwum grupowe)

Darmowa reklama

Na początku staraliśmy się pisać po dobroci i prosić pod każdym ze zdjęć (a były ich dziesiątki, a nawet setki na jednym tylko fp, a tych jest w sieci także dziesiątki, jak nie setki…), by został zamieszczony podpis fotografa. To jasne, że logo na fotografii widnieje, jednak otagowanie autora to naprawdę minimalny wysiłek kosztujący użytkownika około 10 sekund. Niestety jedyne, co uzyskałyśmy, to nieśmiertelny tekst o tym, że strony robią nam darmową reklamę i powinniśmy być im za to wdzięczni.
Dlatego pytam teraz tutaj – jaką darmową reklamę? W dzisiejszych czasach społeczeństwo jest na tyle rozleniwione, że nie wpisze samo z siebie w wyszukiwarkę, czy przypadkiem autor fotografii nie posiada własnego fp albo strony internetowej. Taki człowiek potrzebuje linku – odnośnika do konkretnej strony, a i wtedy nie wiadomo, czy będzie mu się chciało tam zajrzeć. Jesteśmy pokoleniem scrollowania – lajkujemy, scrollujemy dalej, komentujemy coś, scrollujemy dalej – nie zagłębiamy się w niuanse, a tym bardziej w to, kto jest autorem fotografii, mając jedynie jego małe logo gdzieś w rogu zdjęcia. Albo i to nie, bo często takie stronki ucinają zdjęcie, by wyglądało na puste i niepodpisane.

Więc nie, żadna z tych stronek nie robi fotografowi reklamy, bo wrzucenie fotografii z tekstem „Co dzisiaj robicie?” bez żadnego otagowania to zwykła kradzież. A to już jest przestępstwo. Niestety to nie wystarczyło; dostaliśmy kolejne ciekawe argumenty.

Bez nazwy-4 W którymś momencie wszystko, co publikujemy w sieci, stało się „dobrem narodu”. Dziwne… (archiwum grupowe)

Dobro narodu

Gdy doszliśmy już do etapu, że to kradzież i w skrzynkach może wylądować wezwanie sądowe, dostaliśmy kolejny nieśmiertelny tekst: „Jak coś publikujemy na Facebooku, to staje się to dostępne dla wszystkich i każdy może sobie to wziąć”. Otóż nie, moi drodzy, to tak nie działa.

Owszem, Facebook może wykorzystać nasze zdjęcia, filmiki i inne prace do własnych reklam, ale na prawach licencji do korzystania z utworu. Ten mało znany fakt nie oznacza jednak, że SZARY UŻYTKOWNIK może brać sobie z naszych profili lub stron biznesowych rzeczy, które tam publikujemy. Trzeba pamiętać, że każdy posiada prawa autorskie, które są NIEZBYWALNE, więc do końca świata i jeden dzień dłużej fotografie, które wykonałam, są moje i nikt nie może mi ich ukraść, a potem tłumaczyć się takim nonsensem.

Do tego Facebook posiada bardzo restrykcyjny formularz dotyczący kradzieży praw autorskich, więc gdyby to dobro narodu było faktycznie prawdą, to po co by posiadał takie opcje? Kradzież to kradzież – idziesz za to do więzienia lub płacisz bardzo wysokie odszkodowania.

Myślicie, że to koniec? Otóż nie! Dostaliśmy też inny argument, dzięki któremu – w mniemaniu niektórych – po kradzieży może stać się nietykalni.

Bez nazwy-1 Koleżanki po fachu też pisały o całej sprawie. Jak widać niektórzy nie zrozumieli… (www.konfiturazwarzyw.wordpress.com)

Google grafika kopalnią „darmowych” zdjęć

W Google faktycznie możemy znaleźć wszystko. Także własne fotografie, filmiki, teksty… W którymś momencie ludzie zaczęli uważać, że to, co podsunie nam wyszukiwarka, staje się dobrem wspólnym, wyżej wymienionym dobrem narodu. Otóż nie – każda rzecz, którą znajdziemy w wyszukiwarce należy do kogoś, a jedynym wyjątkiem, który możemy przyjąć, są stocki. To tam fotografowie i inni artyści podrzucają materiały, jeśli chcą na tym zarobić lub udostępnić za darmo. Google tego nie robi – wujaszek jedynie pomaga nam odnaleźć materiały z różnych stron. Dlaczego więc ludzie kradną zdjęcia, a potem mają pretensje, gdy autor upomni się o swoje? Nasze strony czy fp to nie stocki, by brać sobie z nich, co się żywnie podoba. Więc zasłanianie się tym argumentem jest troszkę nie na miejscu, zwłaszcza że przy odrobinie chęci można autora odnaleźć. Niestety mamy już na tyle rozleniwione społeczeństwo, że doszukiwanie się takich niuansów najwyraźniej nastręcza sporo trudności.

Bez nazwy-2 Na polskim kazali interpretować wiersze. Nikt nie wspominał o własnej interpretacji punktów regulaminu…

Uszanuj cudzą pracę

Osiągnęliśmy w grupie niejako sukces – strona, która się z nami użerała i ciągle nie chciała otagować postów ze zdjęciami, które ukradła, została usunięta, a 11500 polubień poszło w próżnię. Czy warto było się kłócić ze wściekłymi fotografami znającymi swoje prawa? Myślę, że nie, bo dużo takich stron poszło z nami na ugodę, oficjalnie przeprosiło i dodało do opisów zdjęć odnośniki do naszych stron na Facebooku. I wtedy tak, jest to reklama dla nas, a także pewien kompromis w promowaniu ładnych fotografii.

Jeżeli chcesz koniecznie podzielić się piękną pracą na swoim fanpage’u, użyj przycisku „Udostępnij” – to nie boli, nie łamiesz w ten sposób prawa, a także robisz darmową reklamę osobie, która wykonała tę pracę.

Niektórzy mogą stwierdzić, że to faktycznie walka z wiatrakami, ale ja uważam, że należy się nam, twórcom, odrobina szacunku za ciężką pracę, jaką niekiedy wkładamy w nasze dzieła. Ja wiele swoich fotografii okupiłam leżeniem tydzień w łóżku z wysoką gorączką z lekami przekraczającymi dwukrotnie wartość fotografii. Ale było warto, bo są dumą mojego portfolio i wiem, że ludziom też się one podobają.

Sprzęt także nie żyje na powietrze – wiele fotografii powstaje w bardzo ciężkich warunkach atmosferycznych, czy to w ścianie deszczu, czy w zaspie śniegu, czy na rajdzie samochodowym, gdzie musiałam się ukrywać pod grubą bluzą, by pył i kamienie spod kół nie zrobiły mi krzywdy, a tym bardziej sprzętowi.Kto mi potem zapłaci za naprawę, skoro zdjęcia zostały rozkradzione, a to poświęcenie sprzętu, jak i własnego zdrowia – zlekceważone?

Pamiętaj – zwykły link do strony nie kosztuje cię nic, a może też uratować cię przed późniejszymi konsekwencjami. Szanujmy się wzajemnie, by Internet był mimo wszystko przyjaźniejszym miejscem.

Jeżeli miałeś kiedykolwiek podobną sytuację, podziel się swoją historią. Może znasz lepsze rozwiązanie niż rutynowe proszenie o podpis oraz zgłaszanie całych stron Facebookowi? Z chęcią poznam inne sytuacje z życia wzięte.