5 reguł organizacji czasu freelancera

Pracowanie na własny rachunek  jako freelancer pod wieloma względami brzmi wręcz idyllicznie. Brak szefa, możesz spać, do której chcesz, bo i tak praca nie zacznie się bez ciebie, jeżeli czegoś nie zrobisz dzisiaj, możesz zrobić jutro…

Ale choć to wszystko pięknie brzmi, praca freelancera jest tak naprawdę bardzo trudna. Jeżeli już na samym początku nie wyrobisz sobie kilku nawyków, później możesz obudzić się z górą deadline’ów, rachunków do zapłacenia i zerową perspektywą wolnych wieczorów.

I nagle freelancing przestaje być ekscytującą przygodą i sposobem na życie.

Poznaj 5 reguł, którymi staram się kierować w prowadzeniu biznesu.

  1. 1. Ustal konkretne godziny pracy

Nie ma nic gorszego niż pracować przez cały czas z przerwą na życie prywatne. Ja niestety ciągle mam problem z konkretnym ustaleniem godzin pracy, ponieważ najlepiej pracuje mi się wieczorem, a też nie wszystko mogę załatwić o 20 czy 1 w nocy. Warto jednak wytyczyć sobie konkretne bloki godzinowe, podczas których skupisz się tylko i wyłącznie na pracy. Jeżeli robisz coś regularnie każdego dnia jak na przykład poranna joga lub wizyta w klubie fitness – może ci to wręcz pomóc w ustaleniu harmonogramu dnia! Nie rób jednak tak, że pracujesz przez cały dzień – praca jako freelancer szybko ci w ten sposób zbrzydnie.

  1. 2. Pamiętaj o przerwach

Wspominałam o jodze i klubie fitness? To świetna opcja na przerwę i „odświeżenie głowy”. Kiedy siedzisz zbyt długo nad jednym zadaniem, szybko tracisz kreatywność i polot. Nagle tracisz tę werwę i stwierdzisz, że już nie możesz na to patrzeć. Zrób sobie przerwę, zupełnie odetnij się od tego, co robisz, idź na spacer lub zrób sobie rozgrzewającą herbatę. Wróć za jakiś czas (nie mówię tu o dwugodzinnych wyprawach do centrum handlowego, ale nawet 15 minut zrobi ogromną różnicę) i ponownie usiądź do pracy. Twoje rezerwy zostały dopiero co uzupełnione i z pewnością będziesz mieć energię do wykonania zadań. Możesz też skorzystać z narzędzi do odliczania czasu, by łatwiej przyswoić sobie ten nawyk.

  1. 3. Przygotowuj listę zadań na każdy dzień

Bez kalendarza nie da się żyć. W sensie – da się, ale co to za życie? Ja już nie umiem przeżyć kilku godzin bez planu, ponieważ w bardzo prosty sposób trwonię wolny czas. A to książka, a to serial, a to film, a to gra komputerowa… A praca leży i kwiczy. Po ćwiczeniu wielu wynalazków, w tym i tych całkowicie skomputeryzowanych, postawiłam na… zwykły, pusty notes w kropki. Bullet journal okazał się dla mnie rozwiązaniem idealnym – sama sobie rozrysowuję, co chcę mieć w swoim kalendarzu i co najważniejsze – planuję sobie na każdy dzień kilka zadań do wykonania. Oczywiście nie zarzucam sobie każdego dnia zadań niemożliwych do zrealizowania – ale mimo wszystko trzymam się ich i szacuję siły na zamiary. Jeżeli wiem, że któregoś dnia chcę trochę więcej czasu poświęcić na odpoczynek – wrzucam sobie zadania typu programowanie postów z wyprzedzeniem lub odpisywanie na maile. Dzięki temu nie siadam to trudnych zadań z miną cierpiętnika. Wolę zacisnąć zęby i przeboleć dzień opóźnienia niż zniechęcać się na kolejne kilka dni (a niestety mam tak, że jeżeli coś mi nie pasuje, to potrzebuję kilku dni na całkowite zapomnienie o temacie, by później do niego przysiąść i zrobić porządnie). Z listą zadań nie czuję już, że marnuję czas, bo każdego dnia odhaczam coś ze swojej listy. Staram się, by żaden punkt nie przeskakiwał na następny dzień, a jeśli już – żeby to był tylko jeden punkt, a nie połowa czy większość.

 

4. Zmień otoczenie, w którym pracujesz

Coś w tym jest, że otoczenie, w którym pracujesz, ma wpływ na twoją „moc przerobową”. Osobiście nie pracuję przy biurku w swoim pokoju, które teoretycznie powinno do tego służyć. Pracuję z laptopem albo na łóżku, albo w kompletnie innym pomieszczeniu. Gdy jestem na wsi, zabieram laptopa na taras. Biurko w domu bardziej przylepiło się do czynności relaksujących, które wykonuję, jak właśnie rysowanie w bullet journalu, kolorowanie kolorowanek dla dorosłych, czy oglądanie wciągającego serialu. Wiadomym jest więc, że gdy chcę coś zrobić, automatycznie wręcz się rozsiadam, jakbym za chwilę miała odpalić kolejny odcinek na Netflix. I z pracy nici.

W grudniu, mam nadzieję, zacznę testować pracę „zdalną” – dziwnie to brzmi, gdy pisze to freelancer, ale tak! Możesz wykonywać swoją domową pracę zdalnie. Idź do kawiarni, do biblioteki – gdziekolwiek, gdzie się skupisz, zrobisz, co masz zrobić, a przy okazji może zjesz coś dobrego i napijesz się super herbaty.

  1. 5. Stwórz system nagród

Czasami dzieje się tak, że ktoś chce pracować kilka godzin pod rząd bez większych przerw. Do takich osób zaliczam się ja – moje przerwy trwają zazwyczaj tylko 5 minut, gdy idę do kuchni zrobić sobie piątą z kolei herbatę i poszukać czegoś do zjedzenia (swojego czasu wpadłam w niezdrowy nawyk chrupania ciastek – nie bierz ze mnie przykładu i zamiast tego jedz jabłko lub marchewkę. Sama tak zaczęłam robić i jest o niebo lepiej – i chudziej!). Jeżeli zdecydujesz się na taki system pracy, nagródź się, gdy w końcu skończysz ważny projekt lub odhaczysz z listy zadań większą ilość punktów. Obejrzyj odcinek serialu, zjedz obiad z przyjaciółmi – żyj! Freelancing to nie tylko praca, to przede wszystkim życie według własnych zasad. Nie masz nad sobą szefa, który będzie cię pilnować – to ty sam siebie pilnujesz. I jeśli nie będziesz sobie pozwalać na drobne nieprzyjemności, ta praca szybko ci zbrzydnie.


Freelancing to przede wszystkim sztuka cierpliwości – cierpliwości, że w końcu wpadniesz w rytm i zaczniesz skutecznie pracować i nie robić sobie wiecznych wakacji. Grunt to znaleźć odpowiedni balans między pracą a życiem prywatnym, a zobaczysz – nagle świat stanie przed tobą otworem!

A jakie Wy macie sposoby na organizację czasu? Pracujecie jako freelancerzy? Jak rozwiązujecie kwestie „odłożę na później”?