5 problemów głównego fotografa zawodów

Moje początki fotografii sięgają zawodów, nie zaś tak jak w przypadku wielu innych – fotografowania kwiatków, znajomych czy krajobrazów. Choć nigdy nie dorobiłam się tytułu głównego fotografa zawodów, w miniony weekend w końcu dowiedziałam się, jak to jest. Żeby było gorzej, byłam też w zespole organizacyjnym zawodów. I powiem ci, że nie było to najlepsze rozwiązanie. Przede wszystkim dla mojego organizmu. Napotkałam też 5 problemów głównego fotografa zawodów – z częścią miałam styczność wcześniej, kilka doszło teraz.

I każdy musi je brać pod uwagę, gdy wybiera się fotografować event.

1. Zawsze masz za mało sprzętu

Jeżeli nie masz dużej ilości kart pamięci i przynajmniej jednego dodatkowego akumulatora – biada ci. Ja z reguły wyrabiam się na dwóch kartach 16GB, jednak w miniony weekend przekonałam się bardzo boleśnie, że to nadal za mało na fotografowanie w formacie RAW. Na szczęście zorientowałam się w porę, że ilość zdjęć gwałtownie się skurczyła w przerwie pomiędzy konkursami, więc mogłam szybko pobiec do samochodu i złapać zapasową kartę. Drugi akumulator (jeżeli nie trzy czy cztery) to absolutna podstawa, zwłaszcza gdy masz grip. Niestety moduł pobiera sporo energii, choć znacząco umila pracę podczas fotografowania w pionie.

2. Musisz być w 5 miejscach jednocześnie

Jeżeli fotografujesz małe wydarzenie, jakoś uda ci się sfotografować wszystko. Jeżeli jest to impreza naprawdę spora, a co gorsza – o randze międzynarodowej, raczej na pewno ominiesz jakąś interesującą, wartą sfotografowania sytuację. Nie jesteś fizycznie w stanie obskoczyć wszystkiego, bo jeżeli fotografujesz coś ciekawego w punkcie A, w punkcie B właśnie wybucha pożar. Więc przygotuj się na wiele smutnych odpowiedzi na „nie”, gdy ktoś spyta cię, czy zrobiłeś zdjęcie tego pożaru. Im szybciej to zaakceptujesz, tym mniej będziesz spięty na samej imprezie. Rób swoje, staraj się zrobić zdjęcie każdemu miejscu, z każdej perspektywy, a wrócisz zadowolony i nie będziesz mieć tak dużych wyrzutów sumienia.

Kolejnym minusem bycia fotografem jest fakt, że… nie będziesz mieć praktycznie żadnych zdjęć. (fot. Dariusz Żukowski)

3. Sprzęt na pewno odmówi współpracy

Będąc głównym fotografem zawodów ciąży na tobie ogromna odpowiedzialność. Dlatego los jest na tyle złośliwy, że z pewnością coś się popsuje, nie zadziała, odmówi współpracy. Ja zaliczyłam już dwa fuckapy, a jeszcze nie skończyłam pracować, mimo że mamy już środę, a zawody zakończyły się w niedzielę. Co się stało? Podczas zgrywania zdjęć padł mi laptop, więc problem zapełnionych kart pamięci ciążył nade mną do końca wyjazdu (na szczęście stało się to w niedzielę już po głównych startach zawodników, więc pracy zostało mi niewiele). Kolejny problem wpadł w poniedziałkowy wieczór – telefony urywają się od próśb o zdjęcia, ja zgrywam wszystko na dysk, Lightroom wręcz płonie od obróbki i co? Brak pamięci na dysku zewnętrznym, jak i komputerze. Koniec pracy, programy stoją, dysk nie przyjmuje ani pół zdjęcia, a kasować nie ma czego, bo to przecież dysk zdjęciowy. Co z tego, że mam drugi dysk, także na zdjęcia, skoro nie działa z komputerem, na którym akurat obrabiam zdjęcia?

Po raz pierwszy w życiu miałam ochotę rozpłakać się z frustracji i złości.

4. Zawsze ktoś cię poprosi o zrobienie dodatkowych zdjęć

Jako główny fotograf jednym z twoich zadań jest zrobienie zdjęć tak, by każdy sponsor dostał coś dla siebie. To akurat normalne, chyba że organizator powie, że jest inaczej (w co wątpię). Jednakże oprócz tego z pewnością znajdzie się ktoś, kto poprosi o zrobienie kilku dodatkowych ujęć, później wręczy ci swój aparat, do tego będą cię wołać i odrywać od aktualnej pracy. To na początku może być mocno frustrujące, ale po pewnym czasie z pewnością się przyzwyczaisz. Pamiętaj też, by realnie patrzeć na wymagania sponsorów co do zdjęć – niektórzy mają wymagania z kosmosu, więc warto zaznaczyć już na samym początku, że t5o, czego oni chcą, nie jesteś w stanie zrobić. Zaproponuj w zamian coś innego, podobnego – na pewno się dogadacie i obie strony będą zadowolone.

A jeżeli już ktoś zrobi ci zdjęcie, najpewniej nie będzie widać twojej twarzy… (fot. Jagoda Nastała)

5. Nie będziesz mieć na nic czasu

Jak wspominałam wcześniej, funkcja organizatora i głównego fotografa w jednym dosyć mocno odbiła się na moim samopoczuciu i zdrowiu. Nawet będąc tylko i wyłącznie głównym fotoreporterem, będziesz mieć mnóstwo rzeczy na głowie. Musisz zrobić relację, zgrać je na komputer, obrobić, wrzucić, odpowiadać na pytania, rozdawać wizytówki, umawiać się, na pewno klienci będą chcieli koniecznie się umówić na sesje akurat wtedy, gdy ty będziesz w szale pracy… Koniec końców okaże się, że pod koniec dnia nie masz siły i idziesz spać zaraz po 22, choć z reguły dobijasz czasem nawet 1 w nocy. A dorzucając do tego wszelkie fuckapy związane ze sprzętem… czasu nie będziesz mieć jeszcze tydzień po zakończeniu zawodów.

Nie czuj się przez ten wpis zniechęcony – to naprawdę ekscytująca zabawa! Tytuł fotografa zawodów zdobyć ciężko, jeszcze trudniej podołać jego obowiązkom, ale koniec końców, gdy już oddasz wszystkie zdjęcia i zobaczysz, jak dużym zainteresowaniem się cieszą – ten moment satysfakcji odkupi wszystkie bolączki i frustracje!