5 błędów fotograficznych, które popełniłam

Wszyscy lubią opowiadać o swoich sukcesach, o tym, co im się udało osiągnąć i w jak wielu konkursach wygrali. Mało kto jednak ma odwagę powiedzieć wprost, co mu nie wyszło na drodze, a przecież każdy popełnia w karierze błędy, by się na nich uczyć, wyciągać wnioski i poprawiać je. Nie spotkałam jeszcze żadnego fotografa – czy innego artysty – który nie miałby na koncie jakiejś osobistej porażki. Ja zaliczyłam już kilka i z każdej wyciągnęłam wnioski. I nie kryję się z nimi, bo wierzę, że ktoś nauczy się na moich błędach i popełni ich mniej! Poznajcie 5 błędów fotograficznych, które popełniłam w karierze!

  1. 1. Zaczęłam fotografować w formacie RAW dopiero w 2015 roku

Niestety do tego formatu dojrzałam bardzo późno – choć z tego, co wiem, wielu fotografów przeżywa ten sam problem. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z fotografią, Facebook dopiero raczkował w Polsce, zaś całą wiedzę wyciągało się z książek i ćwiczyło samemu. Moje umiejętności obróbki nie były powalające, wszystko starałam się robić w Photoshopie z lepszym lub gorszym skutkiem. Dopiero po I integracji końskich fotografów przekonałam się, jak fajny jest to format. Niedługo potem zakochałam się w Lightroomie i do dzisiaj wykonuję większość zdjęć w tym formacie (nie licząc spotkań rodzinnych czy prywatnych imprez). Niestety boli mnie serduszko za każdym razem, gdy parzę na zdjęcia sprzed tego okresu i wiem, że choćbym nie wiadomo jak się starała, mam do czynienia jedynie z JPEG i pewnych zdjęć już nie uratuję. RAW mimo wszystko stanowi lepszą opcję w fotografii, o czym zresztą pisałam już na blogu.

  1. 2. Brak pewności siebie i we własne umiejętności

To błąd, który popełniam do dnia dzisiejszego – niestety cierpię na chroniczny brak pewności siebie i mam bardzo niską samoocenę, przez co przestaję lubić swoje zdjęcia jakieś dwa dni po „sesji życia”. Następstwem tego jest niepublikowanie zdjęć na grupach fotograficznych, niezbyt chętny udział w konkursach i machanie ręką na każdą pochwałę, jaką dostanę. Plusem tego jest ciągłe dążenie do samodoskonalenia umiejętności, szukania coraz to nowych tutoriali, sposobów obróbki, sposobów dotarcia do nowych fanów, szukania swojego miejsca w fotografii i rozwijania się. Z drugiej strony często nawiedzają mnie wątpliwości, czy w ogóle jest sens dalej się w to „bawić” – na szczęście mam wokół siebie osoby, które dają mi kopa w tyłek na rozpęd i szybki wybijają mi te myśli z głowy.

  1. 3. Odkładanie zdjęć „na później”

Tudzież całych folderów. Czasami siła wyższa – inne obowiązki zmuszają mnie do odłożenia obróbki na bok; czasami nawał sesji zdjęciowych (na przykład podczas długich wypraw fotograficznych) sprawia, że niektóre sesje odchodzą w zapomnienie i wracam do nich… po kilku miesiącach. Mimo wszystko warto sobie wyrobić nawyk wyciągania kilku dobrych ujęć z sesji, obrobienia ich, a gdy znajdzie się chwilę czasu, wrócić do niej i porządnie nad nią usiąść. Wiadomo, że niektóre zdjęcia muszą swoje „odleżeć”, ale nie są to wszystkie ujęcia. Z pewnością znajdą się takie, które można będzie pokazać fanom już kilka godzin po zakończeniu sesji.

  1. 4. Bałagan na Facebooku

Mówi się nie bez powodu, że jak chcesz zostać odnaleziony, miej fanpage na Facebooku. To tutaj siedzi twój potencjalny klient. Niestety wiele osób, w tym ja, wrzucają zdjęcia na Facebooka „jak leci”, aby było. Nie są posortowane, niektóre foldery są przestarzałe, część zdjęć dawno nie powinna wisieć, by nie straszyć klientów – ale mało kto pamięta, by robić taki przesiew. Zajrzyjcie na swoje strony, znajdźcie początek waszej działalności i zastanówcie się, czy chcecie, by te zdjęcia tam wisiały. Może warto je usunąć, znaleźć folder i obrobić je jeszcze raz? Nasza obróbka nigdy nie stoi w miejscu, zawsze poznajemy coś nowego i obrabiamy inaczej niż rok temu, czy nawet 4 miesiące temu! To też świetny sposób, by poradzić sobie z problemem numer 3 – jest spora szansa, że sesja, którą właśnie usunęliście, kryje w sobie dziesiątki świetnych kadrów, których jeszcze nie pokazywaliście!

  1. 5. Brak wizytówek

To najcięższy z błędów, które popełniłam. Wizytówki to podstawa, gdy twoja działalność wkracza na nowy poziom, gdy masz już trochę fanów i wiesz, że możesz zyskać nowych klientów na spotkaniach lub nawet na zwykłych wakacjach. Ja wielu klientów przez to straciłam, bo nie posiadałam przy sobie wizytówek. Warto w nie zainwestować, nawet jeśli nie macie jeszcze własnej strony internetowej i działacie tylko na Facebooku – kontakt jest najważniejszy, a z pewnością szybciej zdobędziesz klienta, dając mu ładną wizytówkę niż wyrwaną z notatnika kartkę z napisanym na kolanie adresem Facebookowym.

Powiedziałam to głośno! Nie wstydzę się swoich 5 błędów – jestem tylko człowiekiem, zaś takie osobiste porażki najwięcej uczą i sprawiają, że szybko się poprawiamy. Spróbujcie prześledzić swoje kariery i zastanowić się, co wam nie wyszło. Jeżeli jeszcze nie naprawiliście tych błędów – czas najwyższy, by to zmienić!

A jakie są Twoje osobiste porażki? Podziel się nimi z innymi, uczmy się na swoich błędach, doradzajmy sobie i pokazujmy, że po drugiej stronie siedzi taki sam człowiek jak ja czy Ty. Mamy prawo zarówno do sukcesów, jak i porażek – nasza w tym jednak głowa, by błędy szybko przekuć w zwycięstwo!
  • 1. A znam ten ból. Kiedyś nawet postprodukcji nie używałem. Potem zacząłem, ale ciągle robiłem zdjęcia w JPEG. Bałem się RAW jak Sasha Grey garbatych karłów. Kilka razy zaryzykowałem i… strach mi przeszedł. Teraz generalnie z RAW nie schodzę. A że ze zdjęciami mi się nigdy nie spieszy, to mając do zrobienia nawet 1000zdjęć korzystam z RAW.
    2. Oj tak!! Znam ten ból i mam dokładnie tak samo jak Ty. A że moje zdjęcia są dosyć… hm… dziwne i inne, to nie ułatwia sprawy bo ludziom którym zdjęcia się podobają jest dość… mało. Następstwem tego jest fakt, że dalej tkwię przybity do karpo i nie mam odwagi założyć własnej firmy.
    3. No to z tym nie mam problemu. Powolutku pomalutku po kolei obrabiam zdjęcia. Czasem zajmie to tydzień, czasami kilka godzin. Ale konsekwentnie. W zasadzie zaraz po sesji odsiewam nieudane zdjęcia, co by potem ich natłok mnie nie zniechęcił. Zostają tylko te, które mi się podobają. I nimi się zajmuję.
    4. Ja nie mam fanpage na facebooku właśnie z tego powodu. Patrzę na swoje zdjęcia sprzed roku i… widzę, że są kiepskie. Za rok, te które obecnie robię będą wydawać się słąbe. Związane jest to niejako z punktem 2. Nie zmienia to jednak faktu, że w takim wypadku fanpage traci sens.
    5. Nie mam jeszcze firmy (punkt 2 się kłania znowu), więc na temat wizytówek się nie wypowiem. Ale jak się w końcu odważę rzucić wszystko w pizdu i pójść na swoje, będzie to dla mnie cenna rada.

    Chyba pójdę w Twoje ślady i na swoim blogu też zrobię listę kilku błędów w swojej „karierze” fotografa. 🙂

    • Izzy na tropie

      Najtrudniej przełamać tę barierę, a później… leci jak z płatka! Ciężko powiedzieć, czy w moim przypadku był to strach przed brakiem umiejętności czy niedostateczna wiedza, ale… długo dojrzewałam do tej decyzji 🙂
      Zawsze trzeba się odważyć i spróbować. Do odważnych świat należy! 🙂 Ja ciągle walczę ze sobą, ale akie podejście akurat wynika z innych rzeczy, które się wydarzyły w moim życiu, jednak… warto p0rzełamywać bariery i wysyłać na przekór wszystkim – w końcu zdjęcia przypadną do gustu 🙂
      Czemu fanpage nie ma sensu? Skoro strony typu „Waleczny jak gołomb, bystry jak orł” mają rację bytu, każdy znajdzie dla siebie kącik 🙂 A przecież nikt nie powiedział, że zdjęć nie można usunąć. Jeżeli jakieś zdjęcie mi się nie podoba, jest przestarzałe i nie pasuje do portfolio, usuwam je i po bólu 🙂
      Wizytówka, jak i wykreowanie odpowiedniej marki to podstawa! U mnie nie było o od początku i ubolewam, ale teraz jest już nieco lepiej 🙂

      Warto czasem wrócić do swoich początków i przypomnieć sobie, jak to było 🙂

  • I ciekawe rady znalazłam też dla siebie, dzięki 🙂

    • Izzy na tropie

      Cieszę się, że mogłam pomóc! 🙂